Zuzia i fabryka ciastoliny

Moje dzieciątko kocha ciastolinę. Piszę „kocha”, ponieważ jest to najlepsze określenie na uczucie, jakim młoda darzy tą plastyczną masę. Bawi się nią codziennie, na wyjazdy zabiera, wykorzystuje zarówno przy odgrywaniu scenek typu „robię koktajl”, jak i świadomie jako podstawowe zajęcie, np. w pracy z matami. Pochwalam pasję, bo naczytałam się o korzyściach płynących z takich zajęć manualnych (że niby dłonie, mięśnie, motoryka mała, lateralizacja i takie tam – nawet sama o tym wspominałam przy okazji świątecznych mat tutaj i nieświątecznych tutaj).

Oryginalna ciastolina firmy Play-Doh, do której mam zaufanie, to wydatek rzędu 15 zł za pół kilo. Cena bez przesyłki za 4 kolorki. Oczywiście dostępne są na rynku wszelkiej maści masy plastyczne tego typu, których cena jest niższa. Tych jednak trochę się boję. Z uwagi na czas, jaki moje dziecko spędza bawiąc się tym, świadomość, że produkt może zawierać wątpliwej jakości składniki nie zachęca mnie do kupowania tańszych odpowiedników (kto pamięta toksyczne gumki z Chin?). I w porządku. Moje dzieciątko dostało zapas oryginału (wydawać by się mogło) na dwa lata intensywnej zabawy. Niestety.info@euprofi.com

Kto ciastolinką się bawi, ten wie, że pozostawiona samej sobie na powietrzu, wysycha. Można ją oczywiście ratować dodając odrobinkę wody, ale najczęściej raz zaschnięta jest nie do użytku. Poza tym, intensywnie wykorzystywana sama traci swoje właściwości i robi się z czasem mało plastyczna, nieprzyjemna w dotyku. Na dodatek różnorodność kolorów sprawia, że aż się chce te kolorki łączyć, a to w warkoczyk konika, a to w torcik urodzinowy, a to znowu w koktajl owocowy. Niestety połączona ciastolinka najczęściej nie daje się już rozłączyć, co sprawia, że może jeszcze z raz czy dwa się przyda i koniec żywota. Osobiście nie dałabym rady nadążyć. Wprawdzie, gdy Zuzi ani śladu przy stoliku, a ciastolina usycha, zamykam pudełeczka. Czasami ratuję. Czasami jednak nic z tego, dzięki czemu żelazny zapas troszkę (czyt.bardzo) zmalał.

Postanowiłam zatem zrobić własną masę. Poszperałam w sieci i zaczęłam testować różne przepisy, modyfikując je w razie potrzeby. Póki co mam jeden ulubiony przepis, który wydaje się spełniać nasze (a przede wszystkim Zuzi) oczekiwania, a najlepsze, że przepis jest prosty, nie wymaga żadnych wyszukanych składników, a najważniejsze, jest tani jak barszcz. Pół kilo ciastolinki ostatnio kosztowało mnie góra 2 zł. Oczywiście koszt troszkę rośnie, jeśli czegoś w domu nie mamy i musimy zakupić właśnie do tego celu, ale przy założeniu, że zrobimy nie jeden, a dwa lub więcej projektów, koszt jednostkowy maleje. Tak myślę, że nawet przy zakupie dedykowanym do celów zrobienia ciastolinki,  to i tak z czasem będzie to opłacalne…

Zrobiłam duuużo zielonej ciastoliny z dwóch różnych barwników na potrzeby naszej zabawy w dekorowanie choinki (więcej info w poście tutaj). Zrobiłam troszkę mniej do dekorowania naszych świątecznych mat (pościk tutaj). A potem zrobiłam jeszcze trochę, tak po prostu, dla zabawy. Proces produkcji jest na tyle prosty, że nawet Zuzia pomagała, bo widząc moje poczynania koniecznie chciała się przyłączyć. Przecież to tyle ciastoliny!


Potrzebne materiały:

– mąka pszenna

– sól kuchenna

– woda

– sok z cytryny

– barwniki

– oliwa z oliwek/olejwłasna ciastolina


Wykonanie:

  1. Do miski wsypujemy 1 szklankę mąki. Dodajemy 1/3 szklanki soli, najlepiej drobnoziarnistej, aby masa była gładka w dotyku.własna ciastolina
  2. Do naczynia wlewamy 3/4 szklanki wody. Dodajemy 3 łyżki stołowe soku z cytryn (naturalny lub z koncentratu).własna ciastolina
  3. Wodę z sokiem podgrzewamy – ja z uwagi na czas zrobiłam to w mikrofalówce. Doprowadzamy miksturę do wrzenia – u mnie około 3 minut.własna ciastolina
  4. Miksturę po podgrzaniu wyciągamy – uwaga na gorące naczynie! Wlewamy do mąki z solą.własna ciastolina
  5. Wstępnie mieszamy łyżką, aby składniki połączyły się. Zrobi nam się konsystencja gęstego ciasta. To dobrze. Będzie się kleić do łyżki – to normalne.własna ciastolina
  6. Jeżeli zamierzamy z masy zrobić kilka kolorów, dzielimy masę na mniejsze porcje. Ja podzieliłam na dwie.
  7. Można odstawić na chwilę, aby masa przestygła, gdyż w pewnym momencie niezbędne będzie zagniecenie masy dłonią, więc nie chcemy się oparzyć.
  8. Do masy dodajemy 3 łyżki oliwy z oliwek lub oleju do smażenia.własna ciastolina
  9. Miksturę mieszamy łyżką lub dłonią, przy założeniu, że przestygła. Po drodze dodajemy barwnik. Jeżeli z całej masy robimy jeden kolor, barwnik można dodać nawet na etapie wlewania wody – łatwiej się masa zabarwi. Jeśli porcjujemy, barwnik możemy dodać w każdym momencie po rozdzieleniu na mniejsze ilości. Dotyczy to także sytuacji, w której stwierdzamy, że kolor nie jest zbyt intensywny. Wystarczy dodać więcej barwnika i ponownie zagnieść. Drobna uwaga: w zależności od barwnika, jeśli będziemy zagniatać bez rękawiczki, nasza dłoń może przybrać ładny odcień różowego/czerwonego/niebieskiego itd. Ja osobiście dodaję barwnik, wstępnie mieszam łyżką, starając się, aby stężenie czystego barwnika zmalało i dopiero przystępuję do zagniatania. W ten sposób oszczędzam skórę.własna ciastolina
  10. Jeżeli mamy taką możliwość, zagniecioną wcześniej masę przenosimy na blat roboczy i zagniatamy dalej. Ja mam biały blat z Ikei, więc pozwalam sobie brudzić go czym popadnie, ponieważ CIF potem skutecznie sobie z nim radzi. Nasza masa nie brudzi na tym etapie już tak bardzo, ale może, zwłaszcza mój czerwony zostawia ślady, więc jeśli istnieje ryzyko, że Wasz blat się nie pozwoli wyczyścić, zalecam stolnicę lub papier do pieczenia.własna ciastolina
  11. Masa na tym etapie wygląda już bardzo zachęcająco – Zuzia już nie potrafiła się powstrzymać. Sama chciała działać. W sumie czemu nie? Mniej roboty dla mnie, a dla niej sama radość :)własna ciastolina
  12. Masa może być nadal dość klejąca – stopień kleistości maleje wraz ze spadającą temperaturą, więc nie zalecam na tym etapie dodawania mąki. Sugeruję za to cierpliwość :)własna ciastolina
  13. Pod koniec ugniatania dodajemy łyżkę lub dwie oliwy/oleju. Ja osobiście wylewam go na dłonie i tak kończę ugniatanie.własna ciastolina
  14. Odstawiamy masę, aby jej temperatura ostatecznie spadła do temperatury pokojowej. Gdy to się stanie, masa powinna być gotowa do zabawy. Możemy próbnie przecisnąć ją przez palce sprawdzając, ile fragmentów zostanie na skórze. Jeśli wydaje nam się, ze nadal jest zbyt kleista, można dodać jeszcze oliwy, jak w punkcie 13.własna ciastolina
  15. Gotową masę przechowujemy w takich samych warunkach jak oryginalną ciastolinę, czyli bez dostępu powietrza. Nie mam takich dużych pojemników, więc masę trzymam w workach strunowych, a część w pojemniczkach po oryginalnej ciastolince. Gdy się kończy – uzupełniam z woreczka.własna ciastolina
  16. Nasza ciastolina pozostawiona na wierzchu również wyschnie, chociaż trochę inaczej niż oryginalny produkt. Dla testu wycięłam kilka drobnych elementów i pozostawiłam na noc na stole. Ta część, która stykała się bezpośrednio ze stołem była nadal „mokra” i plastyczna, na pozostałej zrobiła się swego rodzaju skorupka. Swoją ścieżką, całkiem nieźle to wygląda w sensie, jeśli chcemy stworzyć takie mini dzieła. Wystarczy obracać element i zaschnie on ze wszystkich stron. Nasze ozdoby są nawet całkiem twarde. Musiałam się wysilić, aby złamać. Myślę, że Zuzia może z tego zrobić całkiem niezłe ozdoby na choinkę w przyszłym roku – ważne tylko zrobić dziurkę przed zaschnięciem ozdoby..własna ciastolina

Nasza masa nie ma takiego samego składu, co oryginalne Play-doh, więc wygląda, pachnie i zachowuje się nieco odmiennie, co nie znaczy, że gorzej. Zuzia nie ma absolutnie żadnych zastrzeżeń, przeciwnie, bardzo jej się podoba ta masa, zwłaszcza, że jest jej aż tyle i może robić, co jej się podoba, ponieważ nie musi jej aż tak bardzo pilnować.


Przyszło mi do głowy takie podsumowanie:

Plusy naszej masy:

– tańsza! Duuużo tańsza… dzięki temu młoda może mieszać kolory, rzucać kulkami, upuścić na podłogę i nie jest żal (co nie znaczy, że tak ciągle robi),

– cena przekłada się na ilość masy. Szklanka mąki plus cała reszta to prawie pół kilo kolorowej zabawy. Jest to o wiele więcej niż małe dziecko jest w stanie opanować :)

– jest bardziej plastyczna niż Play-Doh, bardziej miękka i delikatna, łatwiej np. taką masę przecisnąć przez wszelkiego rodzaju wyciskacze do mas,

– fajnie zastyga na powietrzu (takie moje subiektywne zdanie),

– można zrobić takie kolory, jakie nam pasują, w zależności od posiadanych barwników. Łatwo kolory uzupełnić, jeśli się skończą lub potrzeba więcej.

– doskonale wiem, z czego jest zrobiona, więc mogę bez obaw dać dziecku. Nawet jeśli zje, nic mu nie będzie. Najgorszy ze wszystkiego jest tylko barwnik, ale jeśli będzie spożywczy, to nawet to nie jest problemem.. Moje dziecko na szczęście nie je już ciastoliny, więc pozwalam sobie także na barwniki do mydła, których mam całkiem sporo.własna ciastolina


Wady naszej masy:

– po dłuższej zabawie dłonie są trochę przesuszone z powodu kontaktu z mąką. Nie jest to nic strasznego, Zuzi absolutnie nie przeszkadza, a to jest najważniejsze. Poza tym nie jest to nic, z czym by sobie zwykła woda nie poradziła, więc po za kończonej zabawie wystarczy umyć dłonie – po oryginalnej ciastolinie zresztą też zostaje nam śmieszne uczucie na skórze, więc i tak myjemy ręce i tak..

– z uwagi na obecność cytryny, nie udało mi się jeszcze zrobić śnieżnobiałej masy. Nigdy ten biały nie jest jak po wypraniu w Vizirze :)

– generalnie kolory mamy takie, jakimi dysponujemy. Można kupić nawet barwniki neonowe, więc jeśli takie mamy, wówczas uzyskamy całkiem przyjemne dla oka jaskrawe kolorki. Mój arsenał to kolory standardowe, więc i efekt jest bardziej stonowany.własna ciastolina


Podobieństwa do innych mas:

– zostawia okruszki. Tak jak Play-doh, drobinki masy mogą zostawać na dłoniach czy stoliku po zabawie. Można palcami, można ściereczką, usunąć się da bez problemu bardzo szybko.

– w kontakcie z powietrzem wysycha. Jeżeli nasze pudełko będzie nieszczelne, można pokryć dłonie olejem i zagnieść ciasto – powinno pomóc odżywić ciastolinkę.

Podoba Wam się pomysł własnej fabryki ciastoliny?

 

Similar posts
  • Ina240

    Wspaniala.
    Mozna dodac brokat. Tak chtba zrobie z czescia

    • http://www.lilioweprojekty.pl Liliowe Projekty

      Bardzo dziękuję :) Świetny pomysł! My póki co nie urozmaicamy. Czekam aż się znudzi zanim wprowadzę coś nowego :)

  • Marcysia

    Robiłam podobną ale soli i mąki było pół na pół i po zabawie ręce miałam przesuszone i pokryte solą, więc niezbyt chętnie się nią bawiłam, wypróbuję ten przepis :) ciastolinę przechowuję w woreczkach, żeby nie wyschła, ale po kilku dniach robi się jakby zbyt mokra i muszę dodawać mąki i zarabiać od nowa bo się bardzo klei

    • http://www.lilioweprojekty.pl Liliowe Projekty

      nam ten przepis przypadł do gustu i moja panna ochoczo się bawiła, chociaż fakt, że po zabawie dłonie są dość suche. jednak po zabawie ze sklepową masą też mycie rąk jest niezbędne, więc nie grymasimy. taka robiona masa jest szczególnie przydatna przy projektach jednorazowych, gdy np. tworzymy jakieś prace, które wiemy, że potem wylądują w koszu po kilku dniach, a dodajemy elementy których potem nie da się wyciągnąć, jak np. cekiny, ryż czy koraliki..sklepową żal wyrzucić :)

      • Marcysia

        Witam, masę zrobiłam i pierwszego dnia byłam zawiedziona, mimo dokładnego zarobienia ciasta z masy wytrącały się kryształki soli i ogólnie kiepsko się nią operowało. Ciastolina nadrobiła za to w kolejnych dniach, chyba po prostu doszła :) mimo, że ma już kilkanaście dni i przechowuję ją w temp. pokojowej w niezbyt szczelnie zawiniętych woreczkach nic nie wysycha ani co najważniejsze nie klei się, nie muszę więc dosypywać mąki i zarabiać przed każdą zabawą. Ręce wiadomo trochę brudne są, ale nie aż tak przesuszone jak po bardziej solnej masie. Podsumowując jest to obecnie moja ulubiona masa plastyczna :)

        • http://www.lilioweprojekty.pl Liliowe Projekty

          No to świetnie! Bardzo się cieszę, że po zrobieniu się nie poddałyście i masa nie wylądowała w koszu.. Czasami widać warto poczekać i zobaczyć co wyjdzie :) Miłego lepienia!

This website is using the http://www.seowizard.org/ wordpress plugin.