Coś z niczego..

W tym roku spędziliśmy tydzień nad morzem. Wzięłam całą masę zabawek w obawie, że przy złej pogodzie moje dziecko zanudzi się na śmierć, ale po pierwsze, pogoda nam dopisała, a po drugie, w chwilach, gdy było chłodniej, bądź z samego rana i przed spaniem, Zuzia bawiła się tylko kilkoma zabawkami, a inne leżały nietknięte przez cały pobyt. Do zabawek, które cieszyły się niesamowitym zainteresowaniem małej należały przede wszystkim dwie pozycje: wspaniale obślizły i plastyczny glucik (o którym więcej mowa tutaj) oraz pudełko rozmaitości.Teoria luźnych części

Mamy w domu kilka pojemniczków w każdym pokoju, gdzie wkładamy różne drobiazgi, które miotają się po domu. Może to być ładny znaleziony kamyczek, urwany wisiorek, zawieszka do telefonu, gumka do włosów itd. itp. Zuzia zawsze uwielbiała przeglądać zawartość tych słoiczków (oczywiście pod nadzorem, gdy jeszcze miała tendencje do wkładania rzeczy do buzi). W sumie nie dziwię jej się.. Ja sama jako dziecko uwielbiałam grzebać w pojemniku z guzikami mamy, a mój mąż przyznaje, że fascynowała go szuflada dziadka, pełna różnych śrubek i bibelotów.

Opisane przeze mnie zachowanie to czysty przykład obrazujący „teorię luźnych części” („Theory of Loose Parts”). Teorię tę zapoczątkował architekt Simon Nicholson w latach siedemdziesiątych. Obserwując otoczenie stwierdził, że kreatywność i wyobraźnię stymulują „luźne części”, czyli przedmioty bez ustalonego z góry zastosowania, które można przenosić, łączyć, czy układać jedno na drugim. Takie przedmioty mogą być zarówno z naturalnych materiałów, jak i syntetycznych, ale wszystkie łączy fakt, że oferują niezliczone scenariusze zabawy, dziecko może z nimi robić co chce i wykorzystywać je jak chce.Teoria luźnych części

Taka zabawa to niesłychanie pouczające i rozwijające zajęcie, gdyż wymaga włożenia więcej wysiłku, aby zabawa była interesująca. Dziecko ćwiczy wyobraźnię, rozwija umiejętności budowania czy projektowania,  poszerza sposób, w jaki postrzega świat rzeczywisty i nierealny. Bywa tak, że dziecko często nawet woli bawić się takimi przedmiotami, aniżeli drogą zabawką ze sklepu. Któż z rodziców nie spotkał się z sytuacją, że opakowanie prezentu było ciekawsze niż zawartość? Wręczona lalka jest tylko lalką, a pudełko może być zamkiem, sklepem, kryjówką, płótnem dla artysty, celem do wrzucania piłeczek itd. Wstążka może być oczywiście ozdobą, ale także rzeką, bransoletką, huśtawką dla rzeczonej lalki, skakanką..Teoria luźnych części


Teoria podaje kilka ogólnych zasad prawidłowego podejścia:

1. Luźne części nie mogą mieć z góry przewidzianej jednej funkcji. Oczywiście dla nas kamyki na dworze mogą mieć jedną funkcję np. ozdobną (ścieżka do domu). Ale dla dziecka? Masa możliwości..Rzeka, most, bariera, zamek, wieża, jaja dinozaura itd. itp.

2. Luźne części powinny być dla dziecka dostępne, jeśli nie przez cały dzień, to w wyznaczonym czasie zabawy. Dziecko nie powinno musieć prosić „mamo, daj mi proszę kamyczki i patyczki i drewniane klocki”. Elementy będąc w zasięgu ręki mogą zostać wykorzystane w dowolnym momencie podczas zabawy np. z klockami lego czy samochodzikami.

3. Zbiór luźnych części powinien być okresowo uzupełniany, zmieniany, poszerzany, aby urozmaicać zabawę. Kamienie są super, ale jeśli ciągle są takie same, po jakimś czasie jednak może to być nudne..

4. Dziecko musi wiedzieć, że może się tymi częściami bawić w dowolny (bezpieczny) sposób, może samo decydować o ich zastosowaniu, wyglądzie, stanie. Na pewno zabawie nie będzie sprzyjać ciągłe powtarzanie „uważaj, bo zepsujesz!”.

5. Nie stwarzać zagrożenia dla dziecka. Nie wręczamy przedmiotów ostrych czy w inny sposób niebezpiecznych (np. zabawa szkłem morskim jest wspaniała, ale jeśli szkło nie jest dostatecznie stępione, może zranić dłonie, więc najpierw oceniamy części pod tym kątem). Podobnie rzecz się ma z przedmiotami drobnymi. Jeśli istnieje ryzyko, że nasze maleństwo zechce je włożyć do buzi, bawimy się z nim i dokładnie pilnujemy lub dostarczamy takie części, które nie stanowią zagrożenia.

6. Części nie powinny ingerować w środowisko naturalne. Nie wyrywamy roślinek, urywamy gałęzi czy wyganiamy zwierzątek, aby zapewnić części lub miejsce do zabawy. Jak z każdą czynnością, dbamy o otoczenie.


Idąc tym tropem nabyłam w OBI organizer na narzędzia, taki taniutki za 6zł. Każdą komorę wykleiłam kolorowym filcem, a że mam go całe mnóstwo po mojej produkcji warzywek i owoców, nie było zatem problemu, aby każda przegródka miała inny kolor. Największa przegródka została czysta. Do niej wrzuciłam wszelkiego rodzaju drobiazgi, starając się, aby były różnorodne pod względem kształtu, koloru, rozmiaru i zastosowania. Znalazły się zatem i guziki, i zabawki z jajek-niespodzianek, muszelka, kamyczki, plastikowy pierścionek, zawieszki, pojedyncze korale itp.Teoria luźnych części

Zasadniczo cel zabawy to było posortowanie przedmiotów według koloru i włożenie ich w odpowiednie przegródki. Jednak to było właściwie ostatnie, co Zuzia robiła. Gdy tylko zobaczyła pudełko pierwszego popołudnia, na jej buzi pojawił się wielki „banan”, usteczka wyszeptały „łaaaał” i dziewczyna wsiąkła. Przeglądała, układała, sortowała według sobie tylko znanego schematu. Każdy przedmiot dokładnie obejrzała, upewniła się, że wie co to jest i do czego służy, a następnie wykorzystała go w zupełnie odmienny sposób!Teoria luźnych części

Jako, że Zuzia jest wielką fanką ciastoliny, zawsze na wyjazdach staram się mieć jedno opakowanie z foremką lub dwiema. W połączeniu z ciastoliną przedmioty stały się elementem konstrukcji czy stworka. Odgrywała scenki, a nawet topiła niektóre elementy w gluciku (mówiłam, że go uwielbia?). Po delikatnej zachęcie nawet sortowała te elementy według kolorów w pudełeczku :)Teoria luźnych części

Generalnie pudełko rozmaitości było wielkim sukcesem i pozostaje nim po dziś dzień, nawet w domu pełnym różnych zabawek i innych atrakcji. Magia drobiazgów jest niezaprzeczalna i przyciąga chociażby na chwilkę każdego dnia. A na koniec wszystkie bibeloty wracają do pudełka, bezpieczne przed rozsypaniem czy pogubieniem.Teoria luźnych części

To prawda, co mówią.. Nie zawsze trzeba dziecku wskazać kierunek zabawy. Wystarczy czasem coś dać i powiedzieć: „Użyj wyobraźni!”, a dziecko będzie w stanie wymyślić 100 różnych zabaw, zapewne o 50 więcej niż dorosły. Bo przecież dorosły inaczej myśli i bawią go inne rzeczy i myśli, że wie, co bawi jego dziecko, ale to nie jest do końca prawdą. Sama wielokrotnie przecierałam oczy ze zdumienia (jak w przypadku niniejszej zabawki czy glucika), że Zuzia potrafi tak intensywnie bawić się czymś, co wydaje się mieć bardzo krótki żywot. Ale to świetna informacja dla mojej kieszeni! :)

Similar posts
This website is using the http://www.seowizard.org/ wordpress plugin.