Brzydzisz się? Nie dotykaj!

W tym roku spędziliśmy kilka dni we Włoszech. Był to bardzo udany wyjazd, a do takich zaliczam każdy, podczas którego temperatura przekracza 25 stopni, podczas gdy w kraju jest jednocyfrowa :) Cóż poradzić, jestem zmarzluch :)

Podczas każdej naszej wyprawy pojawia się dylemat zabawek. Co wziąć, aby dzieciątko się nie nudziło, jednocześnie nie ryzykując, że najbliżsi będą stukać się w czoło na widok ilości spakowanych książeczek, foremek i misiów. Wydawało mi się tym razem, że biorę za mało, a okazało się, że o połowę za dużo..A wszystko za sprawą dwóch zabawek, jednej własnoręcznie przygotowanej przywiezionej z domu (o tym przy innej okazji) oraz jednej kupionej za całe 1 Euro w pobliskim automacie (kto ma dzieci, ten zna te automaty – wyżeracze ostatnich złotówek, które ustawione są strategicznie przy sklepach, lodziarniach i kawiarniach, wypluwające cały szereg plastikowych pierścionków i piłeczek i innego badziewia po przekręceniu wielkiego pokrętła).

Napotkaliśmy taki automat skrywający w sobie tylko i wyłącznie gluciki (tak ochrzciło je moje dzieciątko), w wersji oryginalnej „SLIME”. Niezwykle popularne w USA (jakże by inaczej), we Włoszech widać również, w Polsce nie widziałam, ale może bywają… Słyszałam o tym kiedyś, więc kupiłam małej z ciekawości, jak zareaguje, bo u niej z zabawami sensorycznymi bywa różnie – czasem uwielbia, a czasem nie chce nawet dotknąć…Ektoplazma

Glucik był malutki, schowany w plastikowej beczce, ale Zuzia bawiła się nim dosłownie codziennie, przez godzinę bez przerwy. Przekładała z rączki do rączki, patrzyła jak się zmienia, przelewa przez palce. Robiła mu zjeżdżalnię, włączała do zabawy inne zabawki, ale i tak najśmieszniejsze było, gdy udało jej się zmusić go, by „pierdział” 😀 Można taki efekt uzyskać poprzez uwięzienie powietrza i odpowiednie przyciskanie glucika… Niestety z czasem niszczał, a bo to gdzieś spadł i zabrudził się, albo się za bardzo rozczłonkował i pogubił.. Postanowiłam zatem zrobić Zuzi glucika w domu po powrocie (wielkie zaskoczenie, co?). Oczywiście na jednym się nie skończyło… Powstała cała rodzina glucików w kolorach tęczy, niektóre nawet pachnące, które w tej chwili są ulubioną zabawką, pomimo całej masy innych atrakcji w domu!Ektoplazma

Moja mama wdryga się na sam widok, a moje dziecko z wielgachnym uśmiechem na twarzy straszy babcię machając jej glucikiem przed nosem 😉 Nie wiem, co w nim jest, ale taka zabawa jest niesamowicie wciągająca, nawet dla dorosłych, na których produkt testowałam.. W dzieciństwie widziałam „Pogromców duchów” (nie raz ani nie dwa, wtedy nie było telewizji na żądanie…) i przyznam, że te gluciki, złaszcza zielony, strasznie mi się kojarzą z ektoplazmą, która była podstawowym składnikiem każdego ducha i innych stworów…Do dziś pamiętam scenę, w której ektoplazma wydostawała się ze szczelin w chodniku…Nasz glucik, jak żywy :) W przyszłym roku zamierzają wypuścić trzecią część Pogromców i zapewne z okazji premiery przygotuję zielonego glucika dla wszystkich moich znajomych, którzy tak jak ja dorastali z Pogromcami :)

A co do jego przeznaczenia: glucik nie ma przeznaczenia. On po prostu JEST :) Dzieciątko robi z nim, co tylko ma ochotę, chociaż najczęściej są to wszelkiego rodzaju scenki rodzajowe. Glucik u nas był jeziorem, bagnem i zupą. Atakował biedne zwierzaki, potem był herbatką, a na końcu medium do robienia pieczątek. Tak więc, potrzeba jedynie odrobiny wyobraźni…


 

Potrzebne materiały:

– klej szkolny lub biurowy w płynie. Absolutnie żadne kropelki i inne tego typu produkty. Wikol się też nie sprawdza. Ja używam taniego przezroczystego kleju firmy Donau (ostatnio w promocji 1,40 zł za tubkę) i efekt jest, jak należy. Jeżeli użyjemy kleju białego, glucik będzie matowy (nadal szukam takiego kleju, wszystkie jak na złość są przezroczyste).

– boraks. Można go kupić w ekologicznych drogeriach, ja kupiłam na Allegro, bo nie chciało mi się szukać…I tu kilka słów o boraksie, ponieważ wiem, że wielu ludzi się go boi, uważa za wyjątkowo toksyczny i broni się przed jego stosowaniem, jak przed ogniem. Ja się nie boję, chociaż zdrowie mojego dziecka to dla mnie priorytet. Zajrzałam do kilku źródeł i wszystkie potwierdzały, że boraks jest doskonałym środkiem piorącym i czyszczącym, likwiduje nieprzyjemne zapachy, odstrasza owady i zmiękcza wodę, ma własności antybakteryjne i antywirusowe. Bor jako taki występuje w przyrodzie oraz w poprawnie skomponowanej diecie. Nie jest bardziej szkodliwy niż powszechnie używana sól. Co nie znaczy, że należy go jeść kilogramami, wdychać ani wsypywać do oczu, tak samo zresztą jak soli. W jednym naszym gluciku znajduje się maksymalnie jedna łyżeczka boraksu, więc największe zagrożenie powstaje podczas przygotowywania zabawki, aniżeli podczas jej używania. A zakładam, że każdy rodzic ma na uwadze zdrowie swojego dziecka i nie trzyma takich produktów w zasięgu małych rączek. Jeśli jednak ktoś ma wątpliwości, odsyłam do źródeł, bądź zachęcam do poszukania przepisu bez boraksu, bo takie są, a zabawka jest tego warta.

– woda. Zwykła, z kranu, może być ciepła – lepiej się boraks rozpuści.

– barwniki (opcjonalnie)

– dwie miseczki

– łyżeczka do herbaty

– mieszadełko, druga łyżeczka itp.

– olejek eteryczny (opcjonalnie)


Wykonanie:

  1. Do miseczki wlewamy nasz klej w płynie. Końcowa ilość glucika to ok. potrójna ilość kleju, więc miseczka powinna być odpowiednio większa.ektoplazma-6
  2. Pojemniczek po kleju uzupełniamy wodą z kranu i dodajemy do kleju. Można też wodę dodać zwyczajnie bezpośrednio do miseczki, ale w ten sposób trudniej określić jej ilość.ektoplazma-8
  3. Klej mieszamy z wodą do uzyskania jednolitej konsystencji. Można użyć łyżki, szpatułki itd. – nasze narzędzie nie ulegnie zniszczeniu podczas produkcji glucika.
  4. Na tym etapie dodajemy barwnik w ilości wystarczającej, aby uzyskać pożądany odcień glucika. Mieszamy dokładnie. Odcień glucika będzie jednolity. Jeśli barwnik dodamy później, nasza masa będzie miała kolor nierównomierny, co też daje całkiem niezły efekt.ektoplazma-9
  5. Jeżeli chcemy, aby nasz glucik pachniał, dodajemy teraz olejek eteryczny. Ja za pierwszym razem dodałam 4 kropelki (wydawało się i tak za dużo), ale ostateczny produkt prawie wcale nie pachniał. Za drugim razem dodałam 10 kropel, więc przy wąchaniu glucik był ładnie pachnący eukaliptusem. Dobre na Zuzine drogi oddechowe, które akurat w tym okresie przechodziły przeziębienie. Dodatkowy plus, glucik dawał wrażenie „tłustego” chociaż takim nie był. Rewelacyjne wrażenie!
  6. Do drugiej miseczki wlewamy wodę w ilości odpowiadającej ilości kleju.
  7. Do wody dodajemy łyżeczkę boraksu.ektoplazma-7
  8. Całość dokładnie mieszamy do całkowitego rozpuszczenia boraksu. Może się nie udać, mi najczęściej jakiś osad zostaje na dnie.
  9. Wodę z boraksem dodajemy do wody z klejem. Natychmiast rozpocznie się reakcja chemiczna powodująca wiązanie kleju – można powiedzieć, że klej zacznie się „ścinać”.ektoplazma-10
  10. Mieszaninę dokładnie mieszamy. Wraz z mieszaniem nasza mikstura zacznie przypominać galaretkę. Można mieszać ręką (ciekawe wrażenie dotykowe!) albo czymkolwiek innym. Ja najczęściej mieszam łyżką do momentu uzyskania gęstej masy – wówczas kontynuuję dłonią.ektoplazma-11
  11. Jeżeli nasza mieszanina będzie „krucha”, tzn. będzie rozpadała się w rękach przy najmniejszym nacisku, należy dodać więcej wody i ponownie wymieszać. Gdy masa zrobi się gęsta, dodanie wody nie jest łatwe, ale ostatecznie przy uciskaniu masy nasiąknie ona wodą. ektoplazma-12
  12. Podczas ugniatania masy część wody będzie z niej „uciekać” – nie szkodzi. Należy ją ponownie dodać, jak w punkcie 10. Ja najczęściej masę ugniatam jakbym robiła śnieżki, a jak glucik zacznie wysychać i się rozpadać, wkładam dłoń pod kran i delikatnie moczę.ektoplazma-12a
  13. Ostateczna ilość wody dodanej do masy zależy od tego, jaki efekt końcowy chcemy uzyskać. Nie ma, według mnie, tylko jednego słusznego efektu. Odkąd zainteresowałam się tematem, widziałam wiele różnych glucików, zarówno robionych jak i kupionych i wszystko zależy od firmy, sposobu wykonania itd. Jeden był wyjątkowo „kruchy”, właśnie jak galaretka, co mi nie odpowiadało, ale producent twierdził, że tak ma być. Inny był bardzo wodnisty, jak szlam, przelewał się przez palce bardzo łatwo, ale Zuzia nie potrafiła go opanować i brudziła nim wszystko dookoła. Taki jest fajny, daje mnóstwo ciekawych wrażeń dotykowych, ale nie powinien opuszczać pojemnika. Nasz glucik jest taki gdzieś pośrodku. Z jednej strony jest bardzo plastyczny, naciąga się i przelewa, ale z drugiej robi to bardzo powoli i wymaga pewnej dozy delikatności. Przy gwałtownych ruchach urywa się.ektoplazma-12b
  14. Jeżeli glucik będzie się zbytnio kleił, należy dodać boraksu, najlepiej rozpuszczonego w odrobinie wody. Czasami jednak glucik jest nie do uratowania. Sama wyrzuciłam jedną czy dwie partie bo źle odmierzyłam składniki i substancja kleiła mi się do dłoni niesłychanie i nic nie pomagało (a wyobraźcie sobie obie dłonie obklejone mazią, które próbują otworzyć szafkę z koszem na śmieci….heh).
  15. Może się tak zdarzyć, że podczas zabawy drobinki glucika będą zostawać na dłoniach lub powierzchni, to całkiem normalne. Można je scalić z całością, jeśli nam zależy. Generalnie, jeśli glucik rozerwiemy na mniejsze kawałki, można je scalić mocno ściskając, prawie jak z plasteliną.
  16. Przed zabawą można glucika delikatnie zmoczyć – od razu odżyje.ektoplazma-13

Podczas zabawy trzeba pamiętać o 2 rzeczach (pomijając oczywiście tak podstawowe, jak nie jeść glucika):

  1. Nie pozwolić na kontakt glucika z tekstyliami, czy to w postaci ubrania, dywanu czy ulubionej kanapy. Ja spodenki uratowałam Vanishem, ale dla pewności, jeśli nie chcemy permanentnie przyozdobić tychże materiałów, nie pozwalamy dziecku na zabawę bezpośrednio na nich, lub starsze dziecko odpowiednio szkolimy [certyfikat po szkoleniu nie jest konieczny ;-)].
  2. Po skończonej zabawie przechowywać glucika bez dostępu powietrza, czyli słoiczek, pudełeczko z przykrywką, worek strunowy, cokolwiek, byle nie dopuścić do wysychania glucika. Jeżeli nam wyschnie i zrobi się zbyt kruchy na nasze potrzeby, należy dodać odrobinę wody i go ożywimy. Nasz glucik trzyma się całkiem nieźle, chociaż ma już 3 tygodnie. Trzymamy go na półce, nie zaobserwowałam żadnej pleśni czy innych objawów chorobowych.
    Ektoplazma

    Glucik jako danie główne i herbatka…komu? :)

    Ektoplazma

    Aaaaa, glucik mnie atakuje!

    Ektoplazma

    Fuuuj….ale fajne :D

Similar posts
This website is using the http://www.seowizard.org/ wordpress plugin.