Przepis na deficyt śniegu..

Luty nas pogodą nie rozpieszczał. Śniegu u nas nie było, co w sumie nawet i dobrze wyszło, bo przynajmniej nikogo nie skręcało z zazdrości, że piękna zima za oknem, a my wszyscy chorzy przyklejamy nosy do szyby z utęsknieniem czekając na możliwość ulepienia bałwana.

Skoro jednak śniegu w naturze zabrakło, postanowiłam wykorzystać jeden z przepisów internetowych i stworzyć mojemu dzieciątku alternatywę. Odrobinę zmodyfikowałam recepturę znalezioną w czeluściach sieci i tak oto powstała nasza kolejna zabawa sensoryczna: sztuczny śnieg!sztuczny śnieg

Powstała mieszanka jest bardzo ciekawa w dotyku, przede wszystkim dlatego, że jest zimna, pomimo trzymania jej w temperaturze pokojowej. Jest już z nami kilka tygodni i póki co, nic jej nie ma, więc nadal wyciągamy ją od czasu do czasu. Powstały śnieg jest miły w dotyku (ot, takie subiektywne zdanie), sprawia wrażenie mokrego, klei się do rąk jak prawdziwy śnieg i nawet pozwala się formować. Było to o tyle fajne, że moje dzieciątko mogła poćwiczyć robienie śnieżek – ręce nie odmarzają jak przy prawdziwym śniegu, więc można ćwiczyć gołymi dłońmi, a nie w grubych makówkach!sztuczny śnieg

Kilka razy nam się rozsypało na panele, ale spokojnie zebrałam wszystko dłońmi. Jedyna wada, jaka mi przyszła do głowy to taka, że drobiny naszego śniegu zostają na dłoniach, czy tego chcemy czy nie, więc po zakończonej zabawie koniecznie myjemy ręce. Jednak jest to zabawa sensoryczna, więc zaliczam to do „kosztu” rozwijania zmysłu dotyku :)sztuczny śnieg

Na początek przygotowałam mały śnieżny świat z Kinder-pingwinami w roli głównej. Zachęciło to nas do rozmów na temat poszczególnych postaci, co robią, dlaczego, z kim itd. A gdy już odgrywanie scenek nam się znudziło, mała przystąpiła do planu B, czyli zabawy stylem dowolnym. Lepiłyśmy mini-bałwanki, rzucałyśmy śnieżkami w pingwiny, serwowałyśmy lody w kubeczkach, aczkolwiek niektóre czynności nie zostały uwiecznione na zdjęciach.sztuczny śniegsztuczny śnieg

Sztuczny śnieg przechowujemy w szczelnie zamkniętym woreczku strunowym i wyciągamy, gdy nas najdzie. Jest to całkiem miła odmiana po magicznych piaskach i ryżach, zwłaszcza, że nawiązuje do przynajmniej teoretycznej zimy, którą powinniśmy mieć za oknem. Ułatwia rozmowy, pobudza wyobraźnię i zwyczajnie jest inna! A jeśli wyschnie, wystarczy dodać odrobinę odżywki i będzie jak nowa :)sztuczny śnieg


 

Potrzebne materiały:

– soda oczyszczona (ja kupiłam najtańszą, jaką znalazłam w Makro, bo potrzeba jej całkiem sporo)

– odżywka do włosów (najlepiej biała, aby nasz śnieg nie zabarwił się na inny kolor. Co do zapachu, jest on odczuwalny, więc można szukać takiej, która będzie najmilsza w tym zakresie. Ja wykorzystałam odżywkę, której termin się przedawnił, a nie lubię stosować przeterminowanych kosmetyków w obawie przez reakcją alergiczną).


 

Wykonanie:

  1. Do dużej miski wsypujemy sodę oczyszczoną i dodajemy odżywkę. Oryginalne proporcje podawały 3 szklanki sody na pół szklanki odżywki, ale u nas te proporcje były niewystarczające. Śnieg nie chciał się kleić, był zbyt suchy i nieprzyjemny. Ostatecznie dodałam całą szklankę odżywki.sztuczny śnieg
  2. Oba produkty mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji i przekładamy do docelowego zbiorniczka.sztuczny śnieg

Udanej zabawy!

Similar posts

Zapisz się na newsletter

This website is using the http://www.seowizard.org/ wordpress plugin.