Podwórkowe zabawy sprzed lat

Kiedyś nie było problemem zebrać 5-8 osób na podwórku. Oni po prostu tam byli, zawsze chętni do wspólnej zabawy. Padał okrzyk „kto gra w ….?” i zbiegali się wszyscy. Ewentualnie nagle ktoś zaczynał wołać „palec pod budkę” i się biegło.. Teraz zabawy podwórkowe polegają na tym, że grupa dzieciaków (jeśli się zbierze) siedzi na ziemi i każdy gra na komórce.. Czasami dzieciaki kopią piłkę.. Mam nadzieję, że jak moja latorośl będzie starsza, to jednak będzie miała możliwość przeżyć to, co ja i pozna chociaż niektóre zabawy z mojego dzieciństwa.. Dla tych, którzy chcą wrócić pamięcią do tych wesołych lat, opis kilku (dla mnie) najważniejszych gier poniżej.. A może komuś się uda którąś zabawę pokazać swojemu dziecku? :)

Baba Jaga

Wyjątkowo śmieszna gra, do której potrzebnych było kilka osób. Jedna osoba stawała pod ścianą i była „babą jagą”. Pozostałe odchodziły na sporą odległość i czekały w napięciu. Baba jaga odwracała się do ściany i liczyła głośno „raz, dwa, trzy, baba jaga patrzy!”. W czasie odliczania gracze mogli biec w kierunku ściany. Gdy tylko jednak baba jaga się obracała, należało znieruchomieć, dozwolone były tylko mruganie i oddychanie. Niedopuszczalne były jakiekolwiek inne ruchy ciałem, a nawet zmiana mimiki i kierunku patrzenia. Złamanie tej zasady było „skuchą” i trzeba było wrócić na linię startową. Często baba jaga podchodziła do graczy i celowo dokładnie ich obserwowała, przyglądała się twarzy itd. aby zaobserwować ruch albo doprowadzić do uśmiechu. Jeżeli się to nie udało, baba jaga wracała do ściany, ponownie odliczała, a gracze biegli ponownie. Celem gry było jak najszybsze dotarcie do ściany.

Berek!

Klasyczny berek. Grupa dzieciaków rozbiega się po podwórku, a jedna osoba je goni. Jeśli kogoś uda jej się dotknąć woła: „masz go!” i sama zaczyna uciekać, a osoba chwycona zaczyna gonić pozostałych graczy.

Chowanego

Tej zabawy nikomu nie trzeba przedstawiać, ale opiszę z czystą przyjemnością, bo do tej pory na myśl o niej, uśmiech wraca mi na twarz. A może ktoś nie pamięta, „jak to szło”? :)

Jedna osoba kryła, tzn. za pomocą odliczanki odmierzała czas pozostałym graczom na schowanie się. Najczęściej wyznaczało się jedno miejsce przy murze, ścianie, a kryjący wołał: „Pałka, zapałka, dwa kije, kto się nie schowa ten kryje”, po czym kryjący liczył, najczęściej do stu i odliczanie kończył donośnym okrzykiem „Szuuuuuukam!!”. Kryjący zaczynał się rozglądać i jeśli kogoś wypatrzył (np. kawałek odstającej za autem nogi) oznajmiał, że zlokalizował ofiarę. Czasami jednak kryjący musiał oddalić się od miejsca zaklepywań, szukając pozostałych graczy. Wówczas gracze mieli szansę ruszyć pędem do miejsca „zaklepywań” i jeśli udało im się to przed powrotem kryjącego, triumfalnie klepali ścianę i oznajmiali „raz, dwa, trzy, za siebie!”, nie kryjąc wielkiego uśmiechu na twarzy :) A jeżeli gra została niespodziewanie przerwana, coś się stało, ktoś się zranił, albo mama kazała wracać do domu, wówczas koniec gry ogłaszano donośnym „Pobite gary!”

Dwa ognie

Kiedyś podstawowy element lekcji W-F i kolonii. Teraz, nie wiem czy dzieci w ogóle o niej słyszały..  Wystarczyło kilka osób (przynajmniej 3) i zabawa gotowa. A że potem miało się siniaki…cóż, kto by się tam przejmował. Nawet dziewczyny chętnie grały, bo szkoła podstawowa to nie był jeszcze czas strojenia się, malowania czy martwienia o zadrapane kolano..

Do zabawy potrzebna jest piłka koszykowa czy podobna. Dwóch graczy staje po dwóch stronach, a po środku pozostali gracze, „do odstrzału” :) Gracze po obu stronach ciskają piłką w tych na środku starając się trafić, ale uniemożliwić złapanie piłki. Jeśli grać na środku został trafiony a piłka upadła, wypada z gry. Jeśli natomiast piłkę złapał, zamienia się miejscami z rzucającym i może się zemścić :)

Guma

Jedną z obowiązkowych gier na dworze była gra w gumę. 4-6 metrów gumy o szerokości 0,5cm wystarczyło do godzin spędzonych na dworze. Końce się wiązało, dwie osoby stawały naprzeciwko siebie w odległości pozwalającej na naciągnięcie gumy, a trzecia osoba wykonywała szereg układów skokowych, w określonej kolejności, do „skuchy”. Jeżeli było tylko dwóch chętnych graczy, czasami za trzeciego funkcjonowało drzewo, noga od trzepaka albo łatwi. Niestety wówczas gra była utrudniona z uwagi na zwężenie gumy z jednej strony. Wraz z postępem gry bez „skuchy” zwiększał się stopień trudności, ponieważ guma „wędrowała” do góry. Najpierw były kostki, łydki, potem kolana, następnie uda, „półdupki”, pas i pachy. Widziałam przypadki gry na wysokości „szyja”, ale czy komuś się udało zaliczyć ten poziom, nie pamiętam :)

Komórki do wynajęcia

Niesamowite, jak pomysłowe kiedyś były dzieci. I spostrzegawcze! Gra o nazwie „komórki do wynajęcia” doskonale oddawała sytuację mieszkaniową w dawnych czasach.

Do gry potrzeba było 5 osób. Cztery siadały w rogach piaskownicy, a jedna krążyła po piaskownicy z błagalnym pytaniem „czy są komórki do wynajęcia?”. Odpowiedź niestety zawsze była taka sama, czyli „nie”. Jednak za plecami pytającego bezdomnego dokonywały się zamiany, gracze zmieniali się miejscami. Jeśli pytający wykazał się refleksem, mógł w tym czasie zająć wolną komórkę, a ten, który nie zdążył dobiec stawał się bezdomnym.

Król

Do zabawy potrzebna jest piłka do kosza, kosz i grupa chętnych do zabawy.

Gracze ustawiają się w półokręgu przed koszem, jedna osoba jest „królem” i stoi pod koszem. Gracze po kolei próbują rzucić celnie piłką. Jeśli graczowi się to udało, „przeskakuje” jedną osobę, zbliżając się do końca półokręgu. Jeżeli uda mu się wrzucić piłkę do kosza będąc ostatnim, wówczas staje się „królem”. Król natomiast ma władzę, ponieważ jeśli gracz podczas próby nie wrzuci piłki do kosza, a piłkę przechwyci król, to on może próbować rzucać. A jeśli mu się to uda, wówczas gracza, któremu się to nie udało, zmusza do przesunięcia się o jedną osobę niżej w hierarchii, czyli gracz ma dłuższą drogę do pokonania, aby zostać królem. A jeśli pechowiec jest ostatni, wówczas odpada z gry.

W noża

W dzieciństwie byłam „chłopczycą”. Nie interesowały mnie lalki ani misie, wolałam za to kopać piłkę i chodzić po drzewach. A w przerwach grałam „ w noża”. Teraz jak o tym pomyślę, jestem zaskoczona, że nikt nigdy nam nie zwrócił uwagi, że to niebezpieczne, że nie wolno, że dzieci nie powinny nosić przy sobie scyzoryków czy noży.. (Więcej moich wywodów w poście „Niebezpieczne zabawy – pozwolić dziecku czy nie?) Gdy zapytałam o to moją mamę, odpowiedziała, że przecież to było niegroźne, ona sama w to grała będąc dzieckiem. Nikogo nie dziwiło, że dzieciak woła mamę w mieszkaniu na drugim piętrze okrzykiem „mamo, zrzuć nóż!”. Moja mama jedynie zawsze prosiła, abyśmy uważali na stopy.. I jeśli dobrze pamiętam, nigdy nikt w stopę nie trafił, nikt nie był zszywany, nikt tym nożem czy scyzorykiem nikomu nie groził. To ostrze miało konkretne zadanie i tylko takie spełniało. A najczęściej było ich kilka, idealnie, jeśli każdy miał swój..

Jeśli moje dziecko będzie zainteresowane, chętnie jej pokażę zasady i zagram partyjkę czy dwie. Ostatecznie podtytuł mojego bloga dotyczy wszelkiej aktywności dziecka bez udziału komputera 😉

Dla tych, którzy chcą również pokazać dziecku, albo samemu poczuć się znowu jak dziecko, reguły poniżej.

  1. Szukamy miejscówki. Najlepszy jest czarnoziem, ubity, gładki. Przygotowanie do gry najczęściej uwzględnia zbieranie i odrzucanie kamieni, chwastów, patyków.
  2. Na ziemi rysujemy sporych rozmiarów okrąg.
  3. Okrąg dzieli się na cztery części – po jednej dla każdego gracza.
  4. Gracz staje w swojej części – to jego „państwo”.
  5. Nóż trzymamy za ostrze, jakżeby inaczej.
  6. Rzucamy nóż w teren przeciwnika. Jeśli nóż się wbije, rysujesz linię w kierunku ostrza dodając „nowy teren” do swojego „państwa” i zacierając stopą poprzednią granicę.
  7. Jeżeli nóż się nie wbije, wówczas „skucha” i kolejka przechodzi na tego, którego teren nie został zdobyty w tej próbie.
  8. Jeżeli zdobyty teren nie ma wspólnej granicy z terenem gracza, wówczas powstaje kolonia.
  9. Rzucając nożem można stać tylko i wyłącznie na swoim terenie.
  10. Z gry odpad osoba, która została pozbawiona terenu.

A na zakończenie wyliczanka :)

Palec pod budkę,
Bo za minutkę
Zamykam budkę.
Budka zamknięta,
Nie ma klienta,
Klient w Warszawie
Siedzi na ławie

Similar posts

Zapisz się na newsletter

This website is using the http://www.seowizard.org/ wordpress plugin.