Przybory i akcesoria

Wiele osób pyta, co potrzeba mieć w domu, aby na spokojnie móc tworzyć. Prawda jest taka, że wystarczy kilka podstawowych przyborów i już można działać. Dla ciekawych, jak to u mnie wygląda, krótki opis moich narzędzi..

  1. Laminator. Bardzo sobie chwalę, ale tylko dlatego, że dużo z niego korzystam. Nie opłaca się kupować urządzenia, jeśli sporadycznie coś robimy. Warto wówczas skorzystać z usług punktu ksero. Wprawdzie po przeliczeniu jest to droższa opcja, ale jak wspomniałam, nie zawsze opłaca się kupić laminator., jeśli nasze potrzeby to kartka czy dwie raz na miesiąc. Faktem jednak niezaprzeczalnym jest, że zalaminowane zabawki wytrzymują o wiele więcej. Moje dzieciątko wprawdzie myje rączki, ale umówmy się, nie sposób pilnować malucha non-stop, żeby nie ubrudził rączek. Czasami podczas zabawy jemy owoce, czasami jest to jakaś kanapka..A tu już prosta droga do brudnych zabawek, zwłaszcza jeśli są z papieru.
  2. Skalpel. Wyjątkowo przydatny, ponieważ pozwala na wycinanie bardzo drobnych elementów w miejscach, do których nożyczki mają utrudniony dostęp. Poza tym w połączeniu z linijką (koniecznie metalową, bo plastik przetnie) pozwala ciąć bardzo ładne proste linie. Przy nożyczkach zazwyczaj widać miejsca cięcia, nawet jeśli się bardzo staramy. Ja przynajmniej zazwyczaj tak mam.
  3. Maszyna do szycia. Dostałam kiedyś od siostry i z niej korzystam, chociaż moja mama (zapalona krawcowa-hobbystka) uważa, że moja maszyna chodzi jak czołg, jest toporna i nie da się na niej szyć. Cóż, każdy orze jak może, ja nie narzekam, bo nie tworzę sukien ślubnych, a jedynie zabawki i drobne akcesoria dekoracyjne. A i tak często zamiast na maszynie, szyję ręcznie. Moje dzieciątko jest tak zafascynowane za każdym razem, gdy maszyna jest na stole, że właściwie nie jestem w stanie nic uszyć, bo mała z każdej strony zagląda, albo co gorsza, włazi mi na kolana. A wtedy to już mogę zapomnieć, że szew będzie prosto. Jak dziewczyna śpi też nie mogę szyć, bo nie śpi snem kamiennym, a nawet dobre maszyny słychać, jak pracują. Tak więc, jeśli tylko mogę, szyję ręcznie.
  4. Filc. Kupuję syntetyczny, na Allegro. Pewnego razu kupiłam arkusz z praktycznie każdego koloru – nigdy nie wiadomo, jaki będzie potrzebny. Wolę filc bardziej sztywny, chociaż miękki lepiej daje się formować, więc zależy od zastosowania..
  5. Maszyna do wycinania. Posiadam maszynkę firmy Sizzix, model Big Shot, a do tego wykrojniki różnych firm. W okolicach moich urodzin rozgłosiłam wszem i wobec, że będę przeszczęśliwa, jeśli w prezencie dostanę różnorakie wykrojniki i w ten sposób uzbierałam całkiem ładną kolekcję w dość krótkim czasie. Maszynki używam głównie do papieru, ale i filc  i plastik zdarza mi się czasami wyciąć.Sizzix Big Shot
  6. Nitownica. Gdy znajomi słyszą, że dostałam nitownicę, pukają się dyskretnie w czoło :) Nie jest niezbędna, ale dodaje uroku zawieszkom, etykietkom, przypinkom… Dodatkowo wzmacnia nam otwór, więc przy częstym użytkowaniu mamy pewność, że np. karta za szybko się nie urwie (jeśli w ogóle).
  7. Dziurkacz. Każdy prawdopodobnie ma w domu, ale takie zwykłe biurowe najczęściej się nie nadają. Sięgają za blisko i trzeba uważać, aby przez przypadek nie zrobić dwóch dziurek (a najczęściej potrzeba jednej). Mój dziurkacz firmy We R Memory Keepers tnie na głębokość 5 cm, co wydaje się wystarczające i radzi sobie z każdym materiałem, nawet cienką blachą. Jest idealny do tworzenia zabawek do sznurowania!
  8. Klej na gorąco. Bardzo cenię sobie swój pistolet, niestety jest to drugi, jaki posiadam, gdyż pierwszy zwyczajnie zepsułam. Pistolet nagrzewa się od 7 do 10 minut. Ja niestety byłam zbyt niecierpliwa i koniecznie chciałam zacząć pracę, dzięki czemu złamałam spust. Klej byt jeszcze zbyt zimny i plastik nie wytrzymał. A szkoda, bo pistolet wiązał się ze wspomnieniami – był to prezent od przyjaciół, podarowany mi w eleganckim, ręcznie robionym pudełku z wizerunkiem Jamesa Bonda i tytułem „Licencja na zaklejanie”. Mój obecny pistolet pochodzi z Obi i póki co, sprawuje się całkiem nieźle. Korzyścią jest fakt, że posiada wymienne końcówki, dzięki czemu można dostać się w całkiem wąskie miejsca. Ale również nagrzewa się około 8 minut, więc już teraz go nie pośpieszam :)
  9. Pozostałe kleje. Posiadam klej do decoupage, który klei całkiem nieźle, zwłaszcza filc i papier. Gdzie mogę, używam kleju na gorąco. Oprócz tego stary wierny Wikol też mi dobrze służy. I Kropelka. I klej z werniksem. Klej z werniksem jest o tyle fajny, że może służyć zarówno jako klej, ale i lakier. Wystarczy pomalować nim obrazek, a po chwili mamy fajną warstwę zabezpieczającą.
  10. Mata piankowa. Kupuję na Allegro. Generalnie jestem osobą, która nie lubi biegać po sklepach, więc co tylko mogę, kupuję przez Internet. Pianki kupuję w zestawach po 10 sztuk, po 2 sztuki z każdego koloru. Grubość 2 mm wydaje się wystarczająca do zrobienia zabawek. Nie psują się za szybko, ale moje dzieciątko nie ma tendencji do „wyżywania się” na zabawkach. Ostatnio zestawy mat piankowych były dostępne w Biedronce za 5zł 10 sztuk. Oczywiście kupiłam, bo akurat miałam fazę zabawek do sznurowania. Niestety te z Biedronki mają dość specyficzny zapach po otwarciu opakowania, więc trzeba chwilę odczekać.
  11. Mata do cięcia. Generalnie jeśli używamy skalpela do cięcia czegokolwie, należy uważać, aby nie przeciąć powierzchni, na której pracujemy. Można zawsze podłożyć gruby karton, albo deskę do krojenia, ja swojego czasu miałam szklaną deskę wielkości A4. Na szkle niestety wszystko się przesuwało, więc niezbędna była siła, aby utrzymać i papier i linijkę na miejscu. Potem zainwestowałam i kupiłam samoleczącą się matę do cięcia. Wygodna, składana, więc nie zajmuje wiele miejsca, skalpel jej nie straszny. Magnetyczna, więc w połączeniu z magnetyczną linijką sprawia, że nie muszę za mocno dociskać, aby wszystko było nieruchome.
  12. Tektura. Zawsze, gdy zamawiamy pizzę, odcinam górna część opakowania. Fajne, sztywne, w jednolitym kolorze, świetnie się nadaje do wykorzystania, jako szablon czy baza zabawki. I nie, nie ma zapachu pizzy  Wybieram tylko te pokrywki, które nie posiadają plam, a że nigdy nie trzymamy pizzy dłużej niż na czas transportu między lokalem a domem, opakowanie nie zdąży przesiąknąć. Ale jeśli ktoś ma opory, spokojnie może wykorzystać opakowanie np.po płatkach śniadaniowych.
  13. Barwniki. Używam tylko nietoksycznych, aczkolwiek nie zawsze są to barwniki typowo spożywcze. Mam zaufanie do swojego dzieciątka i wiem, że niczego do buzi nie weźmie. Na wszelki wypadek, jeśli wiem, że maluch może próbować pożywić się zabawką (tęczowy ryż, makaron do nawlekania itp.) wówczas stosuję barwniki spożywcze. Poza tym dobrze spisują się barwniki do mydła.
  14. Woreczki strunowe. Używam właściwie tylko jednych, Ziplock. W Polsce dość trudno dostępne, ja zazwyczaj proszę znajomych o przywiezienie z USA, raz kupiłam na angielskim eBayu. Są warte każdej ceny, chociaż ta na Allegro (a czasami się zdarza) wydawała mi się trochę jednak wygórowana. Mają tysiące zastosowań, nie tylko spożywczych (chociaż wspaniale zachowują świeżość). Gruba folia sprawia, że spokojnie mogę je wykorzystywać do barwienia produktów spożywczych bez obawy, że pobrudzę ręce czy blat.
Similar posts

Zapisz się na newsletter

Najnowsze komentarze

This website is using the http://www.seowizard.org/ wordpress plugin.