Bawialnia – Kraina Czarów

W ramach naszych wędrówek po wszelakich placach zabaw odwiedzamy także bawialnie/kryte place zabaw. Miejsca tego typu są zbawieniem, gdy pogoda nie rozpieszcza, a dziecko z nadmiaru energii jest w stanie roznieść pół domu 😉 Wprawdzie jest to odpłatna alternatywa dla placu zabaw na świeżym powietrzu, jednak czasami warto wydać parę złotych, aby dziecko mogło się wyszaleć.

Bawialnie odwiedziłyśmy różne i ciągle szukamy nowych, na pierwszy ogień biorąc plac zabaw Kraina Czarów w Katowicach (osiedle Tysiąclecia). Nie przedstawię za wiele zdjęć, nie podam cennika ani godzin otwarcia, ponieważ wszystko to, a nawet więcej można zobaczyć na stronie bawialni tutaj. Poz tym, szanse są, że w momencie czytania tego posta połowa informacji jest już nieaktualna, więc nie chcę wprowadzać niepotrzebnego zamieszania. Skupię się jednak na wrażeniach.Kraina Czarów

Kraina Czarów jest miejscem, które moje dzieciątko uwielbia odkąd pierwszy raz postawiło w nim stópki. Pierwszy raz zabrałam ją, gdy miała niecałe 2 latka, a mimo to doskonale się tam odnalazła. Wówczas jeszcze jej towarzyszyłam na każdym kroku, teraz jesteśmy na etapie, że ja rozsiadam się na jednej z poduch pod ścianą, a moje dzieciątko biega od atrakcji do atrakcji. Czasami zaszczyci matkę spojrzeniem, albo przybiegnie się napić, ale w zasadzie do szczęścia jej nie jestem potrzebna :)

Bawialnia utrzymana jest w atmosferze rodem z Alicji w Krainie Czarów. Wszechobecne dekoracje począwszy od szatni z szafkami na kluczyk, na łazience kończąc, sprawiają bardzo pozytywne wrażenie. Na salę wchodzi się pod schodkach na wprost których wisi wielkie lustro, co potęguje iluzję wkraczania do magicznej rzeczywistości Alicji.

Sala jest czysta, schludna, dobrze oświetlona i przytulna. Oferuje bardzo dużo atrakcji o różnym stopniu trudności i zróżnicowane ruchowo, dzięki czemu moje dziecię może miło spędzić czas zarówno, gdy tryska energią, jak i gdy jest już bardziej zmęczona. Jest bardzo kolorowo i przestronnie.Kraina Czarów

Najważniejszy element bawialni to oczywiście konstrukcja wspinaczkowa z przeróżnymi przeszkodami, schodkami, zjeżdżalniami itd. itp. Ta mi się bardzo podoba, ponieważ pozwala na śledzenie poczynań malucha praktycznie w każdym miejscu, co w przypadku mniejszych dzieciaczków jest bardzo ważne. Byliśmy w miejscu, w którym konstrukcja składała się z litych ścian i jednak martwił mnie brak nadzoru nad sytuacją. Bądź co bądź, różnie to bywa i nie mam na myśli sytuacji, w której jedno dziecko popycha/przewraca drugie (chociaż i tak nam się zdarzyło, a moje biedne dziecię było na tyle małe, że mogło jedynie się rozpłakać). Konstrukcja wydaje się bardzo bezpieczna i zróżnicowana poziomem trudności.Kraina Czarów

Jedynym zażaleniem pod adresem konstrukcji jest fakt, że wchodzą na nią także rodzice. Rozumiem potrzebę nadzoru nad dzieckiem, ale jeżeli nasz maluch jest jeszcze odrobinę za mały, aby samemu zjechać do basenu z piłkami, nie powinien on się tam znajdować. Rodzice swoim rozmiarem zajmują o wiele więcej miejsca niż dziecko, więc gdy siądą na krawędzi zjeżdżalni inne maluchy wydają się nie mieć takiej swobody ruchu. Dodatkowym minusem (i tu osobista dygresja) jest fakt, że dzieci mogą się tychże dorosłych bać. Moja dziewucha przechodziła (i nadal jeszcze przechodzi) okres lęku przed obcymi mężczyznami, zwłaszcza w okularach. W momencie, gdy na konstrukcji pojawił się jeden czy drugi tatuś z ledwo chodzącym maluchem, moje dziecko zaczęło się bać i żadne słowa otuchy z daleka nie dodały jej odwagi, aby się zbliżyć. A że zjeżdżalnia jest w centrum konstrukcji, znacznie utrudniało jej to poruszanie się i swobodną zabawę. Sama nigdy na konstrukcję nie wchodziłam, za wyjątkiem sytuacji, w których widziałam, że mała nie jest absolutnie w stanie poradzić sobie sama z wyjściem i zaczyna płakać (np. utknęła, bo było za wysoko, daleko itd.). Po skutecznej ewakuacji jednak nie pozwalałam jej już zapuszczać się w te rejony, żebym swoją obecnością nie musiała innym przeszkadzać.

Sala posiada część kawiarnianą, gdzie można usiąść i wypić kawę lub nawet popracować (a widziałam rodziców z laptopami). Niestety wg mnie miejsc siedzących jest za mało podczas imprez zorganizowanych, tj. urodzin. W takie dni rodziców jest czasami więcej niż dzieci, bo jeden imprezowicz przychodzi z dwojgiem rodziców, co sprawia, że wszyscy przechodzą z kąta w kąt, podpierają ściany, bo nie mają się gdzie podziać i biedne dzieciaki muszą między nimi lawirować. Miejsce niestety nie jest z gumy, więc potrafię jednak problem odrobinę zrozumieć..Kraina Czarów

W bawialni jest jeszcze „Królicza nora”, do której maluchy zapuszczają się, aby poskakać na trampolinie lub pograć w plastikowe kręgle mięciutkimi piłeczkami. Miejsce świetnie, moje dziecko uwielbia schodzić (a właściwie zjeżdżać na brzuchu) po stromych acz miękkich schodkach. Niestety na minus jest fakt, że nie mamy podglądu, co się w tej norze tak naprawdę dzieje. Częściowo coś widać, ale korytarze czy kręgle są poza zasięgiem wzroku rodzica, a wystarczyłaby mała kamerka. Przez ten brak moje dzieciątko już raz wyczołgało się z nory z płaczem, ponieważ jakiś starszy chłopczyk postanowił się z nią podrażnić. Z opowieści świadków wiem, że tenże kilkulatek zatarasował mojej latorośli taki właśnie korytarz i nie chciał wypuścić z nory, doszło do przepychanki, a czego ja nie widziałam i niestety nie słyszałam, ponieważ gwar panował potworny, a z nory odgłosy docierają słabo. Wiem, że dzieci muszą sobie radzić czasami same, ale mimo to, wolałabym jednak mieć rękę na pulsie.

Generalnie pomimo tych małych niedociągnięć miejsce zasługuje na duże brawa i dlatego dojeżdżamy do niego z drugiego końca miasta. Nawet, jeśli przy kasach ustawione są automaty wypluwające tandetne zabawki w jajkach za złocisza, dwa czy pięć, a moje dziecko nie potrafi obok nich przejść obojętnie 😉

Pełna lista placów zabaw i bawialni, które odwiedziłyśmy tutaj.

Similar posts
This website is using the http://www.seowizard.org/ wordpress plugin.